Cofaczka

Tomiszcze przepisów szachowych to pestka w porównaniu do zasad, jakie wymyślili podczas lat zażartej wzajemnej walki dwaj nyscy gracze – Herbert i Kazimierz.

Choć dziś już między obydwoma tymi panami nie dochodzi do spektakularnych pojedynków szachowych rozpoczętych wczesnym rankiem a kończonych pod uliczną lampą następnej nocy, dziwne zasady pozostały i, gdy chce się zagrać, trzeba najpierw ustalić, czy gramy na zasadach powszechnie na całym świecie uznawanych, czy herbertowych. Przy czym zasady powszechnie uznawane absolutnie nie wchodzą w grę.

Kazimierz i Herbert uważają, że gra bez stawek to strata czasu. Stawkę można podwoić (kontra), a następnie jeszcze raz podwoić (rekontra). Na tym tle zwyczajowo dochodzi do różnic poglądów, gdyż gdy wygrywają, są pewni rekontry, a gdy przegrywają, nawet i kontry nie mogą sobie przypomnieć.

Następuje wówczas tzw. przerwa techniczna okraszona wrzaskami, a po chwili wszystko wraca do normy, znaczy ktoś musi ustąpić. Zwykle ustępował Kazimierz, ale w końcu się zbiesił i oświadczył, że nie ma zmiłuj, pora uiścić. W Herbercie zawrzało. Aby uniknąć tej nieprzyjemnej czynności, zagroził, że już więcej nie zagra. Gdy owe dictum nie zadziałało, okrasił je zmiękczającym "dzisiaj". Gdy i to nie poskutkowało, odsunął od siebie białe figury, które bardziej lubi, wspaniałomyślnie dając je Kazikowi. Wszystko na nic – ten pozostał nieugięty. Nie pozostało nic innego, jak z ciężkim sercem rozstać się z walorem finansowym.

Czynność ta tak go zbulwersowała, że wymyślił nową, wiekopomną procedurę oznaczania wysokości stawki. "Przynoszę dwie kulki i po kontrze/rekontrze będziemy je wrzucać do urny" - obwieścił. Jak zapowiedział, tak zrobił. Co prawda z braku kulek zastąpiły je pudełeczka po żelkach, a z braku urny popielniczka, ale sam nowatorski proces wszedł w życie. Od tego czasu spory wybuchały głównie wtedy, gdy barman przez roztargnienie opróżnił popielniczkę lub ktoś zakiepował do urny.

Kulki okazały się jednak dobrym pomysłem, na tyle, że zapomnieli o kłótni. Herbert zdążył odśpiewać dwie zwrotki "Poszła Karolinka" i jedną z "Pana Wołodyjowskiego", a Kazik odmruczał refren "Międzynarodówki" (ich występy wokalne należą do stałych punktów programu). Na szczęście wszystko, co straszne, ma swój kres.

Po kolejnej nieuregulowanej partii Kazimierz wyrzucił kulki do kosza. Niemożebnie rozsierdził tym Herberta, tak dumnego ze swego patentu. W świętym oburzeniu Herbert zażądał forów. Cofaczki, czyli możliwości jednorazowego cofnięcia swego ruchu i zastąpienia go innym.

Dzięki wybitnym zdolnościom negocjacyjnym ("Bo zamknę szachy i będziesz sobie grał z Adolfem na ławce w parku!") możliwość zmiany ruchu wywalczył.

Kazik nie wiedział, na co się zgadza. Teraz już nie tylko żarli się o kontrę i rekontrę, ale o to, czy cofaczka była i ile razy. Gdy Kazik wciąż wygrywał, został zmuszony do zgody na cofaczkę 2 razy w partii. A w końcu do zgody na cofanie cofaczki do trzech posunięć w tył. Wzięło się to stąd, że Herbert chciał cofać nie tylko ostatnie posunięcie, ale na przykład ósme wstecz. Wtedy już karta się odwróciła i Herbert zaczął wygrywać partię za partią. Pod koniec dnia autorytatywnie stwierdził: "Największym moim sukcesem szachowym w życiu było wynegocjowanie cofaczki".

Konrad Szcześniak