Szarańcza

Zawsze, gdy przypatruję się olimpiadzie szachowej, intryguje mnie ogromna rzesza zawodników byłego ZSRR występująca w ekipach swoich nowych ojczyzn. Wiadomo - im gorzej w kraju, tym nachalniejsze poszukiwania nowej „rodiny”. Iwan sobie przypomniał, że wujenka miała romans z Hiszpanem, Sierioża miał owczarka niemieckiego a Wania ubóstwia finlandię (tę w płynie). I już jest podstawa do starań o obywatelstwo. A że szachiści to krzepcy, różne gościnne kraje wyciągają pomocną dłoń, w której zwykle tkwi pękata sakiewka. Pamiętacie czasy, gdy jedyny, napiętnowany odszczepieniec Wiktor Korcznoj „zdradził” umiłowaną ojczyznę, mateczkę Rossiję, osiadając w Szwajcarii, a potem jeszcze tylko Borys Spasski wyemigrował do Francji? To dwóch. Na 36. olimpiadzie szachowej była ich już rzesza. Zacznijmy od mężczyzn. W drużynie Palestyny spotykamy arcymistrza Jewgienija Jermienkowa. Wiadomo, rodowity Arab. Że co, że nazwisko jakieś takie słabo arabskie? Może jego praszczur miał Al-Jermen?

Co innego Izrael - armia Żydów w Rosji zawsze była ogromna. Gdy nie mogli grać pod swoim, grali pod czerwonym sztandarem. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, zmienili obywatelstwo. Od lat już podpora ZSRR Borys Gelfand gra w Izraelu. Oprócz niego ekipę tego państwa tworzą jeszcze Ilia Smirin, Emil Sutowski, Borys Awruk i Aleksander Huzman.

Aleksiej Szirow - Hiszpan z dziada pradziada. Ach ten kataloński urok...

W drużynie Hiszpanii bryluje Aleksiej Szirow. Przed laty zapowiadało się, że będzie reprezentował Polskę, wybrał jednak Hiszpanię (zmajstrowanie dziecka arcymistrzyni Marcie Zielińskiej to było jednak za mało). Przypadł nam za to Michaił Krasenkow. Przez lata lider drużyny, walnie przyczyniający się do podniesienia jej poziomu gry.

Holendrzy od zawsze kojarzyli się z jednym nazwiskiem - Janem Timmanem. Dziadek Jan ustąpił miejsca tak holenderskim Holendrom jak Iwan Sokołow i Siergiej Tiwiakow.

A konserwatywna Anglia? Brawo! Nie ma w swoim składzie ani jednego eks-Rosjanina. Efekt? 30. miejsce! Klęska, jakiej od lat nie było w ekipie zwykle walczącej o medal.

Co innego Kanadyjczycy - znaleźli kanadyjskie korzenie u Dymitra Tiomkina i wystawili go na drugiej szachownicy (pomimo najwyższego rankingu). Na pierwszej za to zadomowił się arcymistrz Aleksander Baburin. Gdzie? W Irlandii.

Pora na przedstawienie składu drużyny USA. Oto cała szóstka (z rezerwowymi) United States of America: 1. Aleksander Oniszczuk 2. Aleksander Szabałow 3. Aleksander Goldin 4. Gregori Kajdanow 5. Igor Nowikow 6. Borys Gulko.

Niemcy już dawno sięgnęli po Artura Jusupowa. W 36. olimpiadzie ekipę ciągnął tak rodowity Germanin jak Rustem Dautow - z nie mniejszymi sukcesami, niż gdy grał pod czerwonym sztandarem.

W drużynie Mołdawii brylowali 1. Wiktor Bołogan 3. Dymitr Swietuszkin 5. Aleksy Chruszczow 6. Wiktor Komljakow. „Słoweniec” Aleksander Bielawski od tak dawna przewodzi ekipie tego kraju, że już mało kto pamięta, że przez lata prowadził do boju narodową drużynę Ukrainy.

Od zawsze Szwecja wystawiała na pierwszej desce Ulfa Anderssona. Aż do chwili, kiedy pojawił się, znany także z polskiej ligi, Ewgieni Agrest. Teraz dumnie nosi „SWE” przy nazwisku.

Pora na Słowację. Czy nieco „niesłowiańsko” nie brzmi nazwisko lidera tego zespołu Siergieja Mowsesjana? Skądże! Od paru lat to najpierw Czech, teraz Słowak z krwi i kości. Słowacja dokupiła sobie jeszcze Giennadija Timoszczenkę, by jednemu wschodniakowi było raźniej.

Wśród kobiet ilość z rosyjska brzmiących reprezentantek nie była już tak porażająca. Niewątpliwie z pewną taką nieufnością można by podejść do rodowitego z baby prababy pochodzenia pierwszej szachownicy Francji Almiry Skripczenko, Grecji Jeleny Dembo, liderki Niemiec Ketino Kachiani, trzeciej w Serbii Swietłany Prudnikowej czy drugiej w Szwecji Swietłany Agrest.

Szwajcaria od dawna łaskawym okiem patrzyła na kogoś, kto mógłby ekipę jej kraju poprowadzić do zwycięstw. Stąd obecność na pierwszej szachownicy tak rodowitej Szwajcarki jak Tatiana Lemaczko. Nic to jednak przy Izraelu. Ekipa tego kraju to Angela Borsuk, Irina Botwinnik i Olga Wasiliew.

Dunki się zasymilowały naturalnie. Nie dopatruję się, skądże znowu, rosyjskich korzeni u Jewgienii Hansen czy Eleny Gerasimowicz-Steffensen.

Na antypodach mamy tak rodowite Australijki jak Irina Beriezina (1. szach.) i Anastazja Sorokina (3.). Włoszki do zwycięstw wiodła Elena Sedina, Kanadyjki Dinara Khaziewa, Liban Elena Niekrasowa. Nawet Nowa Zelandia nie oparła się radzieckiemu desantowi. Tu bryluje Jewgienia Charmowa.

A jak ta straszna ekspansja zawodników ma się do wyniku prawdziwych, tych właściwych reprezentacji męskich i kobiecych Rosji? Ano ani jedna, ani druga nie wygrała. U mężczyzn pierwsza była Ukraina, wśród kobiet Chiny przed USA.

Konrad Szcześniak