Bawarka niezgody

Różowe promienie słońca, nieśmiało igrające z chmurkami, świeciły radośnie na szybach. Niebo lśniło wszystkimi barwami. Wokół kwiliły ptaszki, mruczał strumyk, zakochane pary, wzdychając, przystawały w zachwycie.
Żuj nie dostrzegał piękna zaklętego w przyrodzie. Pochłonięty był robieniem bawarki. Lecz czy to proporcje nie te, czy też zapomniał o jakimś komponencie, grunt, że jakoś mu nie wychodziła. Zaczął właśnie rozważać, czy nie poszukać przepisu, gdy wtem za oknem dostrzegł przyjaciela. Rozterki kulinarne zeszły na drugi plan.
- Ucho! Ucho! Chodź, zagramy!
Ucho (tłustawy jegomość około trzydziestki z cerą świadczącą o przedkładaniu konsumpcji nad jogging oraz małymi oczkami, z których nie inteligencja bynajmniej wyzierała) szedł był po kartofle, ale ponieważ takiej zachęcie nie potrafi się oprzeć, ciepnął torbę w krzaki i już po chwili obaj siedzieli nad szachownicą. Wokół roznosił się zapach bawarki, którą usłużnie Żuj zaordynował koledze. Niesforne figurki ustawiły się w taką kompozycję:

Nie da się ukryć, że pozycja Żuja (białe) była licha. Dziurawa twierdza króla i brak figury wróżyły szybką śmierć. Ucho uznał, że to już koniec, i tak się rozmarzył, że aż mu beret spadł na oczy. Żuj także dostrzegł, że nie jest dobrze. Skupiony nad grą, z nerwów bezwiednie miętolił w ręce zabite bierki. Tak się zamyślił, iż nie zauważył, że miętoli także pionka stojącego na szachownicy! Na szczęście przeciwnik też tego nie widział.
Żuj myślał z całej siły, gmerając w bujnej czuprynie, ale nawet to nie pomagało. Nagle pokraśniał z radości. Znalazł wygrywający ruch! Wykonał go z przytupem.
Cóż to, czyżbym się pomylił, pisząc, że pozycja była przegrana? Nie. To tylko Żuj, bawiąc się niezabitym pionkiem, odłożył go na inne pole. Różnica niby niewielka, ale nagle partia zrobiła się wygrana. Ucho zdał sobie sprawę, że katastrofa jest nieuchronna.
- Żuju, oszukałeś!
Żuj aż zadygotał od pomówienia, które z siłą wodospadu, bezlitośnie zraniło jego wrażliwe serce, zbrukało subtelną prawość, zszargało otaczający go nimb niewinności i zmieszało z błotem szlachetność, której to cesze hołduje i bezgranicznie nią przepełnion drży w niemym przerażeniu, gdy tylko uzmysłowi sobie spustoszenie, jakie w jego psyche czyni ta kalumnia.
- A co ty mi tu pi...! – zareagował sobie właściwie.
Ucho uniósł się honorem i nawet nie dopił bawarki, co u niego było najwyższą formą oburzenia. Dalsza wymiana zdań nie nadaje się do przytoczenia. Gdy już się rozeszli (co nastąpiło bardzo szybko), gospodarz obiektu wpadł w tak dobry nastrój, że zapomniał nawet o niepowodzeniu kulinarnym. Im dłużej myślał o tej sytuacji, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to Ucho coś sobie ubzdurał. A wieczorem aż poszedł po gazetę, by sprawdzić, czy gdzieś w okolicy nie ma jakichś szachowych mistrzostw świata. Nawet wtedy jeszcze mruczał do siebie: "Alem się nie dał oszukać"...

Zostawmy obu szacownych obywateli Nysy i zajmijmy się szachowym aspektem ich spotkania. Czy wiedzą Państwo, którego pionka (w pozycji diagramu) ściągnął sobie Żuj, by szybko zwyciężyć?

Poniżej rozwiązanie:
E3. 1. Hd8! K:d8 2. Gg5++ Ke8 (2...Kc7 3. Gd8 mat) 3. Wd8 mat.

Konrad Szcześniak