Bracia w akcji

Mikołaj i Kajetan Skirzewscy to bardzo utalentowani szachiści. Zaangażowani, skoncentrowani, pracowici. Ale to wszystko nieważne. Największa zaleta, to to, że nie chodzą do szkoły muzycznej. Ilu już świetnie zapowiadających się szachistów zabrała mi ta instytucja i zepchnęła na złą drogę. Drogę mozolnych ćwiczeń, zakończonych zwieńczeniem kariery, w postaci prawa wykonywania zawodu nauczyciela muzyki w szkole.

Przy szachownicy Kajetan. Zresztą jak napiszę, że Mikołaj, to i tak nikt się nie zorientuje.

Na szczęście bracia poświęcają się tylko szachom. I to naprawdę z wielkim oddaniem. Robią więcej, niż im zadaję. Szybko pną się w górę. Z porażek nie robią tragedii, tylko jeszcze mocniej trenują. Cieszę się, że udało mi się ich przechwycić i uchronić przed łowcami głów ze szkół baletowych, językowych czy lepienia garnków z gliny. Za rok zaczną przynosić puchary, za dwa podporządkują szachom całą rodzinę, a za trzy uświadomią sobie, że nie ma życia bez tej gry. I żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Nie, nie są zrośnięci

Właśnie pojechali na turniej do Wrocławia. Mikołaj za drugie miejsce zdobył IV kategorię, Kajetan za czwarte V (na 36 startujących). Kajtek nie pozwoli, by brat był lepszy, więc już jedzie zdobyć czwórkę. Mikołaj w tajemnicy przed bratem podpytuje mnie, co zrobić, by zdobyć trójkę. I tak się obaj nakręcają, a przy okazji mnie, swoją prostoduszną, dziecięcą naiwnością, że będzie tylko lepiej i lepiej, aż do zdobycia tytułu mistrza świata. Urocza jest ta ich wiara, że niebawem mogą wygrywać z arcymistrzami. A jeśli mają rację?

Konrad Szcześniak