7. Turniej Par Rodzinnych w Krnovie

Jestem pełen podziwu dla rodziców, którzy zdecydowali się wystąpić w turnieju szachowym w parze z dzieckiem. Ponoć taki występ bardzo cementuje więzi rodzinne, każe z szacunkiem patrzeć na wysiłek sportowy, umacnia wzajemne wsparcie...

Szachy bez mistrzowskiego nadęcia są świetną zabawą

Piękna teoria, tyle że goła prawda jest inna. Rodzic ryzykuje autorytetem. Wynik inny niż 100% zwycięstw może być przyjęty przez dziecko jak klęska i zrujnuje pomnik ojca-supermena, a ponowne wdrapanie się na cokół będzie kosztowało wiele prezentów i wyjść na lody. A jednak odważni się znaleźli. Ojcowie, dziadkowie, mamy, babcie... I to ilu! 68 par! Toż to ciężko byłoby tyle znaleźć, gdyby zorganizować taki turniej w piłkę nożną.

Nasza eksportowa para mistrzów Wiktor Galla z dziadkiem (z prawej)

Ale skoro, jak mówią Czesi, sluníčko hřálo, w tle zespół zapodawał hudbę, a od nagród uginały się stoły - pozostawało tylko bawić się grą. I tak wyglądało to czeskie święto szachów.

68 par rodzinnych - to robi wrażenie!

Z mocnej strony pokazały się pary z Polski, które bynajmniej nie przyjechały tylko na knedle. Para Wiktor Galla z dziadkiem zajęła 3. miejsce i to będąc o włos od wygranej. Na 17. finiszowali Nowaccy - ojciec i syn Kuba, a na 47. Smoterowie - ojciec i syn Ignacy. Wygrała para Lokomotivy Krnov - Jan Weczerek z tatą.

Brawa za walkę, za wesołe podejście i za to, że Wam się w ogóle chciało akurat tak spędzić sobotę. Jestem pewien, że nikt nie żałował.