Grill szachowy

To miało być grzeczne spotkanie szachistów, podsumowujące II ligę. Okazało się być eksplozją radości, humoru i zwariowanych pomysłów!

Prawdę powiedziawszy, nie przewidziałem, że wielbicieli szachów będzie aż tylu. Rachuba urwała mi się, gdy przekroczyłem trzydziestu. Uratowały sytuację palety, po nakryciu kocami doskonale służące za stoły i krzesła. Działka jeszcze nigdy nie przeżyła takiego oblężenia. Były, owszem, krwiste imprezy, ale nie aż takie! Już sam początek, gdy tutejsze osiłki zaczęły wnosić produkty nie torbami, a skrzyniami, zapowiadał zabawę w rozmiarze XXXL. Wyglądało to ewidentnie na miesięczny obóz kondycyjny zapaśników.

Ogród dość szybko podzielił się na część gastronomiczną, relaksacyjną i sportową. Nas, sportowców, najbardziej interesowała ta trzecia.

Nie podejmuję się opisać rodzajów produktów, w każdym razie mój grill zaskrzypiał przeraźliwie na taki widok i byłby uciekł, gdyby miał kółka. Szaszłyki, kotlety, kurczaki, zapiekanki warzywne, wesoło pyrkające pojemniki ze smakowitą zawartością i zawiniątka z nie wiem czym czekały posłusznie w kolejce, zgromadzone wokół na hałdach. Brakło tylko nadziewanego jabłkami brontozaura.

Turniej drużynowy jest idealny na takie okazje. Partia trwa krótko, a winę zawsze można zrzucić na partnera.

Moi kochani goście nawieźli też gier wszelakich, ale nie było potrzeby, bo obok stały już przygotowane szachy. Dwa stoły oddelegowane na turniej. Nie byle jaki, bo I Mistrzostwa Świata Federacji World Gekon Association w klocu!

Nie piwa, nie wódki - ta radość to szachów skutki

W turnieju wzięły udział pary z rodzicami. Tych drugich, w odróżnieniu od dzieci, trzeba było chwilę namawiać, ale udało się. W końcu dobro dziecka najwyższym szczęściem rodzica. Zawody trwały aż po ciemną noc. Ciemną, ale nie głuchą, bo rozdzieraną raz po raz salwami śmiechu i bitewnej ekstazy zwycięzców, które niosły się po dalekich łąkach, błoniach, wygonach, rozłogach i połoninach. I myliłby się ten, kto by twierdził, że zabawa nie była przednia, bo straż miejska nie interweniowała.

Co prawda zapadła ciemna noc, ale od czego doświetlanie komórkowe!

Pierwszym mistrzem świata federacji WGA została para MatiNati, czyli Mateusz Rząsa i Natalia Pietrzak. Wyprzedzili pary: W. i E. Pietrzakowie, P. i J. Kocierzowie, D. i J. Czakowie, B. i W. Gallowie, W. i K. Grubiakowie, Pełnoręcy (K. i Michał Rząsowie) oraz A. i M. Opałkowie. Nie wnikam, jak zwycięzcy dokonają podziału nagrody książkowej.


Dziękuję wszystkim przybyłym za niezapomnianą imprezę.