Na skróty

W szachach parę lat temu pojawiła się możliwość osiągnięcia fenomenalnych wyników bez tytanicznej pracy. Pokusa jest duża i nie każdy potrafi się jej oprzeć.

Gdy byłem mały, jedyną znaną mi formą podpowiadania było pisanie ruchów, zawijanie ich w cukierki i częstowanie podopiecznych. Ale to miało pewne wady - partia ma, powiedzmy, 40 ruchów, dziecko musiałoby zjeść 40 cukierków, a rund jest minimum 7. Cukrzyca pewna, patent się więc nie przyjął.

Wraz z postępem techniki zmieniły się sposoby oszukiwania. Gruziński arcymistrz Gaioz Nigalidze podczas odbywającego się w Dubaju turnieju oszukiwał z pomocą smartfona. Podejrzeń nabrał jako pierwszy jego przeciwnik - Ormianin Tigran Petrosian, który zwrócił uwagę na to, że Nigalidze co chwilę wybiega do łazienki. Sędziowie dostrzegli przy tym, że Nigalidze za każdym razem wchodzi do tej samej kabiny. Przeprowadzono jej inspekcję i wykazała ona, że za spłuczką ukryty jest smartfon, na którym uruchomiona jest szachowa aplikacja z dokładnym odwzorowaniem toczącej się właśnie rozgrywki. Nigalidze nie chciał się przyznać, ale traf chciał, że... zapomniał wylogować się z Facebooka. Dostał trzyletnią dyskwalifikację turniejową.

Na poważnych turniejach zawodnicy, niczym na lotniskowych bramkach, sprawdzani są skanerami. Na zdjęciu mistrz świata Magnus Carlsen poddawany takiej właśnie procedurze.

Inny z oszustów, arcymistrz Igors Rausis, z pochodzenia Łotysz, a od 2007 roku Czech, wychodził do toalety i na telefonie analizował pozycję. Został jednak przyłapany podczas turnieju w Strasburgu 2019 r. Zrobiono mu zdjęcie, które szybko obiegło Internet. Rausis przyznał, że oszukiwał w 4 turniejach i został ukarany sześcioletnią dyskwalifikacją oraz odebraniem arcymistrzowskiego tytułu. Ponieważ przyznał się do winy od razu, wykazał wyrzuty sumienia i wolę współpracy z komisją sędziowską, pozwolono mu grać w szachy online i pracować jako prywatny trener, o ile nie będzie wiązało się to z udziałem w oficjalnych wydarzeniach FIDE. Zachował ponadto tytuł mistrza międzynarodowego, trenera FIDE i sędziego.

Mnie ciekawi coś innego - czy innym arcymistrzom (arcymistrzyniom!) też robiono zdjęcia w ubikacji? Jeśli tak, to jaka komisja zdecydowała o ich niepublikowaniu i dlaczego?

Takie pokusy dotyczą nie tylko arcymistrzów. Na jednym z włoskich turniejów słaby (51366. w rankingu ELO) szachista Archangel Ricciardi zaczął iść jak burza. Gładko pokonał francuskiego arcymistrza i innych utytułowanych graczy. Wzięto go pod lupę i zaczęto dokładnie analizować zachowanie. Włoch podczas żadnego z pojedynków nie wstał ani razu z krzesła, a przed wykonaniem ruchu nienaturalnie mrugał.
Okazało się, że to był alfabet Morse’a. Z zawodnikiem spotkał się skład sędziowski, ale gracz milczał jak zaklęty i nie chciał wytłumaczyć żadnych wątpliwości. Nie pozwolił się też przeszukać. Sędziowie potrzebowali twardego dowodu, by oszusta złapać za rękę. Przed wejściem na salę ustawili więc bramkę z wykrywaczem metali. Gdy Ricciardi przechodził przez bramkę, ta zabrzęczała. Ochrona szybko wzięła go na bok i przeszukała zgodnie z procedurami. Okazało się, że szachista obładowany był elektroniką. Amulet, który „przynosił mu szczęście” był w rzeczywistości kamerą, a pod pachą gracz miał nadajnik. Archangel Ricciardi został zdyskwalifikowany.

Najbardziej znanym oszustwem na naszym podwórku był Krzysztof Ejsmont z Hetmana Częstochowa. Grając z 15. numerem na turnieju w Policach zaczął wygrywać partię za partią, tłukąc arcymistrzów i mistrzów międzynarodowych. Do tego sposób, w jaki ich niszczył, był wręcz niebotyczny, przekraczający ludzkie możliwości. Stwierdzono zgodność z ruchami programu szachowego Rybka i po 7. rundzie sędzia Wenanty Błażejczak wykluczył Ejsmonta z turnieju, karząc także zawieszeniem w prawach gracza.
Sprawa doczekała się nieoczekiwanego epilogu. Komisja PZSzach stwierdziła, że "sędziowie nie dysponowali niepodważalnymi dowodami, a analizy partii programem Rybka mogą stanowić co najwyżej poszlakę w rozpatrywanych sprawach". W tej sytuacji komisja nie widziała podstaw do karania Ejsmonta, anulując jego wcześniejsze zawieszenie. Uznała, że jeśli nie złapie się oszusta za rękę, można mieć potem sprawę w sądzie, którą się... przegra!