Mistrzostwa Gekona Nysa

Ledwie luty, covid, życie sportowe (ponoć) zamarło, a my już po kilku dużych turniejach. Pandemia pandemią, a grać się chce. Nic dziwnego, że na kolejne zawody - mistrzostwa Gekona, i tak zgłosili się chętni.
Turniej prestiżowy, wiadomo, nagrody, splendor i uwielbienie tłumów. Ale jego głównym celem było umożliwienie zdobycia wyższych kategorii. By nie błąkać się po Wrocławiach czy Zabrzach. Dlatego wystartowali głównie ci, którym zależy. Odważni i ambitni.
Patrząc na ranking, powinien wygrać R. Ogiewka. Ale nie wygrał. Nie znalazł się nawet w czołowej trójce. Głównie dlatego, że nie wystartował.

Szachy najlepiej pozwalają poznać prawdziwy ciężar głowy

Turnieje klubowe, zamknięte, mają to do siebie, że grają ludzie, którzy się bardzo dobrze znają. To wcale nie pomaga. Źle grać przeciw przyjacielowi. Źle przegrać, źle wygrać, a przy remisie ktoś nas wyprzedzi. Też źle. Można ewentualnie na te 3 godziny sobie przyjaciela zohydzić (może kiedyś nie oddał za oranżadę?), ale jest niebezpieczeństwo, że taki ohydny już pozostanie.

System rozgrywek: turniej kołowy, 9 rund, tempo 30' + 30'' na ruch na zawodnika

Nie spodziewałem się więc, że partie będą aż tak zażarte. Bez przerwy okładano się ciężkimi ciosami jadowitych, podstępnych ruchów. Żadnej litości, żadnych jeńców, słabsza kość pęka. Przynajmniej połowa graczy miała realne szanse na I miejsce, reszta walczyła o puchary, kategorie lub inne cele, co sprawiało, że każda partia miała wielką rangę.
Gdy z peletonu najchyżej finiszujących wyłoniła się szara bluza D. Trutego, zaraz go znokautował mocarną ręką uzbrojoną w wieżę Jarosław Czak. Tym zwycięstwem utorował drogę do I miejsca swemu synowi - Dominikowi. Przed ostatnią rundą to jego sweter lśnił na czele peletonu, to do niego najmocniej pchały się wielbicielki po autografy.



D. Truty chodził nieco zgaszony, jakby pogodził się z (przecież bardzo dobrym) II miejscem. Pierwsze nie zależało już od niego, a od rezultatu outsiderów. Tak to już jest w szachach, że przy równej ilości dużych punktów liczą się punkty pomocnicze, czyli odpowiedni wynik przeciwników z wcześniejszych rund. W najbardziej interesującym go pojedynku znów wystąpił mocarny Jarosław. Aby postawić kropkę nad „i” i przypieczętować turniejowe zwycięstwo syna, miał tylko wygrać z najniższą kategorią Różą Gajec.
A Róża, co prawda kategorię ma najniższą, ale jest ze wszystkich najbardziej bojowa. Nie przesadzam. To taka grzeczna, cichutka dziewczynka, która przy szachownicy zmienia się w rozsierdzonego rottweilera. Sprawiła sensację i wygrała, czym wywróciła do góry nogami wszystkie obliczenia, spekulacje i dywagacje. Można powiedzieć, że to ona zadecydowała, kto zajmie pierwsze miejsce.


Zwycięzca (z lewej) okrasił swój sukces zdobyciem II kategorii

Wyniki

Runda I

D. Czak - M. Rząsa 1:0, M. Opałka - J. Czak 1:0, W. Galla - R. Gajec 1:0, D. Truty pauza, K. Grubiak - K. Nocoń 0:1

Runda II

M. Rząsa - K. Nocoń 1:0, D. Truty - K. Grubiak 1:0, R. Gajec pauza, J. Czak - W. Galla remis, D. Czak - M. Opałka remis

Runda III

M. Opałka - M. Rząsa 1:0, W. Galla - D. Czak 0:1, J. Czak pauza, K. Grubiak - R. Gajec 0:1, K. Nocoń - D. Truty remis

Runda IV

M. Rząsa - D. Truty 0:1, R. Gajec - K. Nocoń 0:1, J. Czak - K. Grubiak 0:1, D. Czak pauza, M. Opałka - W. Galla remis

Runda V

W. Galla - M. Rząsa 1:0, M. Opałka pauza, K. Grubiak - D. Czak remis, K. Nocoń - J. Czak remis, D. Truty - R. Gajec 1:0

Runda VI

M. Rząsa - R. Gajec 1:0, J. Czak - D. Truty 1:0, D. Czak - K. Nocoń remis, M. Opałka - K. Grubiak 1:0, W. Galla pauza

Runda VII

M. Rząsa pauza, K. Grubiak - W. Galla 0:1, K. Nocoń - M. Opałka 1:0, D. Truty - D. Czak remis, R. Gajec - J. Czak 1:0

Runda VIII

M. Rząsa - J. Czak 1:0, D. Czak - R. Gajec 1:0, M. Opałka - D. Truty 0:1, W. Galla - K. Nocoń 1:0, K. Grubiak pauza

Runda IX

K. Grubiak - M. Rząsa 1:0, K. Nocoń pauza, D. Truty - W. Galla 1:0, R. Gajec - M. Opałka 0:1, J. Czak - D. Czak 0:1


Przykład gry zwycięzcy. W tej pozycji Dominik Truty (białe) odważnie zagrał 1.Wb7? Po prostu nie mógł się oprzeć ofierze. Jest to niepoprawne poświęcenie, bo po 1...Wb7 2.Gh3 Hh3 się przegrywa. On jednak partię szybko wygrał. Premia za odwagę.

Walka o trzecie miejsce to kolejna epopeja. Walczyły o nie dwie dwójki i akurat spotkały się w ostatniej rundzie. Kacprowi Noconiowi wystarczał remis, Wiktor Galla musiał wygrać. Taka sytuacja wpływa na dobór debiutu i zachowanie przy szachownicy. Pierwszy gra hiperostrożnie, drugi megaagresywnie. Nie w tym przypadku. Tu obydwaj grali precyzyjnie, gotowi w jednej chwili skupić wszystkie rozsiane po szachownicy siły w kułak i zadać nim decydujący cios. Nikt się jednak nie pomylił, doszło więc do końcówki skoczkowej, w której Wiktor miał oddalonego pionka. Niczym profesor przykuł doń siły przeciwnika, by w odpowiednim momencie zaatakować pozostawione bez opieki pionki na drugim kawałku deski. Wytrzymał dzielnie presję czasu i stawki pojedynku, by bezwzględnie zrealizować mistrzowski plan. Ostatnie posunięcia to było już beznamiętne pożeranie pionków. Na koniec pożarł puchar za trzecie miejsce.

Nie, nie stoją na podium

Konrad Szcześniak