Sposób

Najwięcej wynalazków powstało z lenistwa. Ludziom nie chciało się ciężko pracować, więc zaczynali myśleć, jak by sobie pracę ułatwić. Dzięki temu powstawały maszyny i różne inne ustrojstwa. Dobry pomysł był konieczny także wtedy, gdy marzyło się o bogactwie, ale bez ciężkiej pracy. Dobry pomysł - obojętne legalny czy nie

Niektóre inteligentne oszustwa miały posmak geniuszu. Jedno z nich zdarzyło się w XIX w. i zaczęło tak…

Dwóch młodzieńców chciało szybko zarobić duże pieniądze. Mieli bardzo prosty pomysł - trzeba było wygrać w szachy z mistrzem świata. Brzmi niedorzecznie? Ależ skąd! I można tego dokonać, prawie wcale nie znając się na szachach.

Owi młodzieńcy zaproponowali więc grę ówczesnemu mistrzowi. Miał on grać z nimi naraz na dwóch szachownicach. Za zwycięstwo (i tylko zwycięstwo) na obu miał zainkasować, powiedzmy, 10 000 dolarów. Jeśli na choćby jednej zremisuje, płaci już on. Jeśli na choćby jednej przegra, płaci oczywiście jeszcze więcej.

Biorąc pod uwagę klasę mistrza świata oraz nędzę obu amatorów (zawodników, z którymi mistrz świata może mieć problemy, to on doskonale zna), zadanie wydawało się banalne. Nawet lichy arcymistrz może sobie poradzić nie tylko z dwoma, a z dwudziestoma amatorami naraz. Ostatni punkt umowy stanowił, że jedną partię zagra białymi, drugą czarnymi. To założenie wyglądało uczciwie, tymczasem właśnie tu krył się podstęp.

Nikt nie odmawia, gdy prawie za nic oferuje się mu duże pieniądze. Nie odmówił też nasz mistrz i niebawem rozpoczęły się zawody.

Kiedy arcymistrz wykonał pierwsze posunięcie i podszedł do drugiej szachownicy - zobaczył jak przeciwnik wykonuje jego ruch z pierwszej deski. Gdy zagrał swój ruch i wrócił do pierwszej - zobaczył posunięcie identyczne z tym, jakie wykonał na szachownicy sąsiedniej. Po kilku takich ruchach arcymistrz zorientował się, że gra sam ze sobą, a przeciwnicy tylko powtarzają jego ruchy. W ten sposób, jak nietrudno przewidzieć, kiedy jedną partię wygrywał, drugą musiał przegrać. Ewentualnie jak jedną remisował, drugą też musiał zremisować. W obu przypadkach płacił!

Od tego czasu mistrz w symultanie zawsze gra jednym kolorem (białymi).

Także dziś wielu szachistów marzy o maksymalnym efekcie przy minimalnym wysiłku. Naiwny patent to powtarzanie ruchów przeciwnika. Wykorzystanie jego umysłu. Zaprzęgnięcie go do pracy przeciwko sobie samemu.

Genialne? Nie bardzo. Jeden z nyskich graczy chciał przetestować ów pomysł na swym odwiecznym wrogu i skończyło się źle.


Herbert - Żuju, 1995 r.

1. e4 e5 2. Sf3 Sf6 3. Sc3 Sc6 4. Gb5 Gb4 5. 0-0 0-0 6. d3 d6 (i pozycja mnie się podoba - powiedział Żuju - i myśleć nie trzeba, a mówili, że to taka trudna gra) 7. Gg5 Gg4 8. Sd5 Sd4 9. S:b4 S:b5 10. Sd5 Sd4 11. G:f6 G:f3 (w tym momencie Herbert zaczął obliczać wariant 12.G:d8 G:d1 13. G:c7 G:c2 14. G:d6 G:d3, ale zaplątał się w obliczeniach i zeń zrezygnował) 12. Hd2 Hd7

Herbert rozsierdzony, że przeciwnik tylko powiela płody jego intelektu, od dłuższego czasu myślał, jak mu to uniemożliwić, i w końcu znalazł - 13. Se7+ (szach kończy symetrię). Nieoczekiwanie ruch ten okazał się być bardzo dobrym. 13…Kh8. Teraz nastąpił okrzyk „Mam go!” i ruchy 14. G:g7 K:g7 15. Hg5 Kh8 16. Hf6 mat. Od tego czasu Żuju już więcej posunięć nie powtarzał. W każdym razie przeciw Herbertowi.