Mistrzyni Polski na imię Marta

Marta Opałka wygrywa w Szkolnych Mistrzostwach Polski juniorek do lat 15! Marta była w gronie kandydatek do złota. Z pewnością. Ale być w gronie, a wygrać, to jednak różnica. Bo po drodze może się zdarzyć sto przeszkód, z których silny przeciwnik to niekoniecznie największa.

Co jak co, ale długopisów powinno wystarczyć

Sport zna mnóstwo przypadków murowanych faworytów, których przygniotła presja. Tak zwany strach przed wygraną. Nie z Martą te numery. Nie twierdzę, że nie ma ona układu nerwowego, ale jeśli ma, to nerwy świetnie kontroluje. Na zewnątrz nic nie widać. A zwykle w szachach widać emocje. Ten spocony, tamtemu drży ręka, kolejny łapie się za głowę albo wsadza długopis do kieszeni i już nie jest w stanie go znaleźć. A nasza multimedalistka w krytycznym stadium partii jest jak skała. Skoncentrowana na pozycji tak, że pewnie gdyby spod niej wyrwać krzesło, nie zauważyłaby. Nie wiem, czy aby nie hipnotyzuje swych ofiar, jak wąż mysz. Bo pod naporem jej niezłomnej postawy zaczynają grać słabiej, popełniają niedokładności, a nawet zgadzają na remis w wygranej pozycji i jeszcze potem się z tego cieszą.

Marta świetnie się uczy i zapamiętanie jakiegoś 15-posunięciowego wariantu sycylijskiej nie stanowi problemu. Tyle że na mistrzowskim poziomie wszystkie zawodniczki zasiadają do gry uzbrojone w takie warianty. Tak wyglądają współczesne szachy - nie znasz debiutu - giniesz w męczarniach. Już nie ma „wyprowadzę figury i jakoś to będzie”.

Na szczęście nie samą pamięciówką szachista żyje. Koniec debiutu oznacza początek walki idei, pomysłów, fantazji. A tu Marta jest najsilniejsza. W grze środkowej pokazuje prawdziwą moc. Nie podstawia, gdy trzeba zakombinuje, a gdy trzeba trzymać pozycję żelazną ręką i nie wychylać się - zamurowuje się w bunkrze i z bezpiecznej odległości bije celnymi ciosami, doprowadzając przeciwniczki do rozpaczy.

Nasza mistrzyni lubi eksperymenty i nowinki. Nie ma litości dla trenera. Runda skończyła się wieczorem, a następna wcześnie rano? No i co - i tak szukamy słabych punktów przeciwniczki, aż znajdziemy. Rano trener odsypia nockę? Nie, nie - tak nie będzie - powtórzmy wariant. Tak dla pewności… Ale potem są efekty. Medale, tytuły, nagrody i… chronicznie podkrążone oczy.

Marta w mistrzostwach zdobyła 5 punktów z 8 i wyprzedziła Maję Popczyńską z Wrocławia i Julię Michniak z Krakowa.

Konrad Szcześniak