IV Mistrzostwa Świata WGA

Działkowcy i inne plonojady już wiedzą, że jeden dzień na ich działkach należy do szachistów. Nie żebym coś insynuował, ale cisza i spokój są wtedy towarami deficytowymi. Niby kalarepa rośnie, jak rosła. Skorzonera obradza permanentnie i nieulękle, a jednak coś jest inaczej. Może to brak komarów, wygnanych dzikimi śpiewami, może pustostany krecich kopców, próżno wyczekujące swych przepłoszonych pląsami lokatorów - coś jest takiego w tym czasie na działkach, co zadziwia. Zadziwia tego, kto nie wie, jak się bawią szachiści. Nas nie zadziwia wcale.

Kiedyś, gdy informowałem sąsiadów, że będzie grill szachowy, machali tylko rękami i mówili coś w stylu: "Spoko, bawcie się, my tu trochę pograbimy, a potem poczytamy gazetę". Teraz bez słowa pakują dobytek i ewakuują się najbliższym autobusem. To ze wszech miar słuszna koncepcja.

Igrce, figle-migle oraz melanż to tylko osnowa. Clou stanowi turniej kloca, wyłaniający najlepszą parę świata federacji World Gekon Association. W tym roku Wszystko Albo Wszystko wyprzedziła para Star Twins, tę z kolei wyprzedziły Klocokoksy, a wszystkich ich wyprzedziły Kaczki. Przetrawianie wyników trwało do późna i było przezabawne.


Aby nie było za słodko, spotkanie zaczęło się od bitwy. Regularnej, krwawej i bezwzględnej wojny na kulki.


Najbardziej zażarte były konkursy młodzi kontra bardzo młodzi. W tym decydowały ułamki sekund.


Wysypisko przegranych puchło z konkurencji na konkurencję


Nie każda utylizacja przebiegała bezboleśnie



W pojedynku Star Twins ze Wszystko Albo Wszystko wydawało się, że już prawie, prawie, ale jednak nie do końca...


Tegoroczni mistrzowie świata w klocu - Leszek i Kacper Kraskowie