Morska opowieść

Ekipa, która w roku 2024 pojechała na obóz szachowy, była najmłodsza z dotychczasowych. Tylko stara weteranka Marta Opałka i trochę Maciek Wilman wiedzieli, czym grozi nasz wyjazd. Reszta była nieświadoma, w co się wpakowała.

Wesoły autobus dowiózł nas na miejsce rano i się zaczęło. Jaka szkoda, że nie mogę napisać wszystkiego (rodzice czytają). Po ocenzurowaniu wychodzi normalny reportaż z obozu sportowego. Zresztą może to i dobrze.

Podstawowe cele wyjazdu były takie: 1. Dorzucić punkty do rankingu 2. Podnieść umiejętności szachowe 3. Dobrze się bawić. Niekoniecznie w tej kolejności. Dlatego 1. Wystartowaliśmy w festiwalu szachowym "Perła Bałtyku" 2. Przygotowywaliśmy się przed i analizowali po rundzie swoje partie 3. Wszystko inne.

W ramach walki z plagą współczesności pozabierałem wieczorem telefony. Przez moment widziałem smutne jak spojrzenie prosiaka na rzeźnię oczy dzieci. Ale nagle sobie przypomniały, że póki się wygrywa, można na moich zgrupowaniach wszystko. No i musiałem oddać. Dopiero po trzech rundach takich szantażystów już nie było.

Śniadanie, plaża, przygotowanie szachowe, obiad, sporty, ekspedycja rowerowa lub paintball, wspólna analiza partii, kolacja, kloc lub blitz, spanie - tak wyglądał typowy rozkład dnia. Czasem wynikły zakłócenia, np. konkurs rzeźb z piasku się przeciągnął i na sporty już nie starczyło czasu. A a propos samego konkursu, najładniejszą rzeźbę wykreował Kacper. Chyba rakieta kosmiczna. Równie ciekawa była propozycja pozostałych, przedstawiająca warownię w Biskupinie, choć mnie bardziej kojarzyła się z wanną dwudupca. W każdym razie piękno w najczystszej postaci.

Ze sportowego punktu widzenia obóz był nadzwyczaj udany. Każdy podniósł ELO lub zrobił wyższą kategorię. Kacper nie ma jeszcze ELO ani kategorii, ale patrząc po jakości partii, niebawem zdobędzie. Z pewnością szybciej niż na przyszłorocznym obozie szachowym. Wszyscy wyjeżdżali uchachani, tylko Julian ostatniego dnia był nieco smutny, bo zgubił swoją ulubioną bluzę Nike. Na szczęście wyjeżdżając, dostrzegliśmy ją z okna autobusu wiszącą na płocie, więc skończyło się happy endem.


A tak tu było do wczoraj spokojnie...


23 czerwca 2024 to ostatni dzień, gdy widziano w okolicy jakichkolwiek przedstawicieli morskiej fauny i flory...


krótko- wygrywa z długorękim, choć sytuacja jest dynamiczna


Przy tak pięknej pogodzie aż żal zaganiać na trening szachowy. Ale ten czas nieuchronnie nadchodzi...


Kacper doskonale wkomponował się w zespół, będąc ważnym elementem wariackich zabaw i praźródłem hucznych swawoli


Piotr na tle reszty naszych graczy zachowywał się bardzo poważnie, ale go przekabacili. Jeszcze zanim dojechał do Łaz.


Julian zdobył IV kategorię. I to z pominięciem V.


Maciek grał świetnie, więc do rankingu dorzucił aż 60 punktów


Marta podczas turnieju kloca


Nasza paintballowa banda zabiła wszystko, co się ruszało, ze szczególnym uwzględnieniem jeńców


Gekonowa wyprawa rowerowa dotarła do krańca Polski. Dalej się jechać już nie da, choć Kacper, rzecz jasna, próbował.


Usnąć przy szantach w wykonaniu Maćka, Kacpra i Juliana - duża sztuka


Łosoś i piwko w porcie, czyli to, co prawdziwi Polacy lubią najbardziej. Z tym, że łosoś niekoniecznie.


Kacper z dumą prezentuje swój pierwszy szachowy dyplom

Konrad Szcześniak