Uczyć szachów!?

Wczesne zarażenie syna (wnuka) bakcylem szachowym daje 100-procentową gwarancję, że niebawem będziemy przez niego niemiłosiernie tłuczeni. Chętnie objaśnię, jak zrazić pociechę do gry, a tym samym zapewnić sobie na długie lata tytuł najlepszego szachisty rodziny, ale to kiedyś. Teraz coś dla tych odważniejszych rodziców.

Kiedy już uczeń, pomimo naszych wysiłków, robi postępy, opanowując zasady planowania i współdziałania figur, należy mu opowiedzieć, co następuje:

W pewnej szkole, takiej jak twoja (he, he), uczono gry w szachy. Dwaj chłopcy - Kuba i Marek - chodzili do jednej klasy. Kuba był prymusem, natomiast Marek uczył się lichawo. Podobnie było i w szachach. Pewnego dnia doszło między nimi do pojedynku.

Kubuś, białymi, zagrał 1. e4, bo pan od szachów kazał szybko zajmować centrum. Marek odpowiedział 1...g5 (Po co mi jakieś tam centrum. Skoro muszę grać, to będę sobie grał po swojemu) 2. Sf3 (Rozwijać lekkie figury i dążyć do roszady, to na pewno się opłaci) 2...g4 (Dawaj konia!) 3. d4 (Słaby ten Marek, zapomniał o rozwoju) 3...gf3 (Ha! Jak ja silno gram!) 4. Hf3 (Trudno, jakoś odrobię stratę skoczka) 4...c6 (Wypuszczę hetmana, Kuba zaraz się pogubi) 5. Gg5 (Wyprowadzę figurę, bo tak napisali w podręczniku) 5...Ha5 (Zamącić!) 6. c3 (Wzmocnię centrum i obronię się od szacha) 6...Hg5 (Opłaciło się! Już dwie figury zabrałem Kubie. Za co on te piątki zbiera?) 7. h4 (spróbuję atakować tak, jak Marek, może rzeczywiście tak jest lepiej?) 7...Hc1 8. Ke2 - zapłakany Kubuś popełnia kolejne błędy - 8...Hb2 9. Sd2 Ha1 i rozżalony na nauczyciela szachów poddaje się.

W drodze do domu Marek, pomimo zainkasowania jedynki z matematyki, tryska świetnym humorem, Kuba wprost przeciwnie - szóstka z rachunków nie poprawia nastroju. Najgorsze jest to, że nie wie, czemu przegrał, przecież wykonywał wszystko zgodnie ze wskazówkami trenera. Z tego wszystkiego stracił apetyt, a i bajka niespecjalnie go interesowała.

Naprawdę historia ta skończyła się tak, że wieczorem prymus doczytał w podręczniku, że oprócz centrum i rozwoju lekkich figur należy także zwracać uwagę na groźby przeciwnika. Lekcję tę wziął sobie do serca i od tej pory wygrywał z Markiem jak chciał. Ale tego przecież naszemu dziecku już nie powiemy...