Garść szachowych informacji z życia nyskiej arystokracji

Szachowe pojedynki na placu Paderewskiego w Nysie toczą się od wielu lat. Najwięksi zapaleńcy grają tam od rana do wieczora dzień w dzień, jeśli tylko bierki nie przymarzają do szachownicy.

Nie tak dawno, kiedy bój toczyli odwieczni rywale, grę zakłócił im przejeżdżający nieopodal rowerzysta. Osobnik ów krzyknął do grupy graczy: „Cześć sku...syny!” i odjechał. Wśród szachistów zapanowała konsternacja. Przecież nikt nie lubi bezpodstawnych zniewag. Przedłużającą się chwilę ciszy przerwał wreszcie pan Adolf, mówiąc: „Ale skąd on nas znał?”.

* * *

Tego samego dnia na drugim końcu miasta rozgrywano bardzo ciekawy pojedynek. W jednym z barów, po wspaniałym zwycięstwie, mistrzem ogłosił się Paweł Klimas. Gdy się o tym dowiedział dotychczasowy, właśnie zdetronizowany mistrz piwodajni, niejaki Żuju, wyzwał go na dziesięciopartiowy mecz. Przy okazji obwieścił, że wygra stosunkiem 10:0. I rzeczywiście, mecz zakończył się takim rezultatem, ale na korzyść P. Klimasa.
Po meczu kibice, którzy poprosili Żuja o podzielenie się wrażeniami, usłyszeli: „Być może trochę nie doceniłem tego gościa, ale prawdę mówiąc, nawet teraz trudno mi uwierzyć, że gra on prawie tak mocno jak ja”.

Konrad Szcześniak