Pojedynki z maszyną

Pamiętam, jak wiele lat temu podczas wielkiego festiwalu szachowego w Polanicy Zdroju głównym sponsorem był producent komputerów szachowych Saitek-Kasparow. Groźna nazwa, szumna oprawa, duże pieniądze wpakowane w reklamę, słowem akcja promocyjna pełną gębą. Saitek wstawił nawet maszynę do turnieju głównego, by młóciła mistrzów. Managerom elektronicznego potwora brakowało jedynie spektakularnego sukcesu - wygranej z arcymistrzem. Arcymistrzowie nie za bardzo garnęli się do gry, bo nie wiadomo było, czego się spodziewać po maszynie. Po odpowiednich zabiegach wspomagających nakłanianie znaleźli arcymistrza, który zgodził się publicznie zagrać z ustrojstwem. To był Włodzimierz Schmidt.

Tamtego dnia przed muszlą koncertową, w której odbywał się bój, zgromadził się tłum gapiów, zadowoleni pracownicy Saitka i arcymistrz. Jak zwykle cichy, spokojny, jakby nieobecny. Zasiadł przy szachownicy, przez chwilę patrzył na maszynę, jakby szacował szanse, w końcu ruszył. W imieniu komputera ruchy na wielkiej szachownicy poglądowej wykonywali pracownicy firmy.

Komputer debiut rzeczywiście rozegrał z siłą arcymistrza. Nic dziwnego, skoro korzystał z wbudowanej encyklopedii debiutów i na posunięcie człowieka miał opracowaną odpowiedź. Tylko że arcymistrz rozegrał debiut z podobną siłą. A potem, gdy się maszynie skończyła biblioteka, ustawił pozycję, z której komputer nie rozumiał nic. Nie było poświęceń, nie było fajerwerków taktycznych, był tylko plan strategiczny, konsekwentnie realizowany ruch po ruchu. Komputer jeszcze wesoło migał lampkami (dobra mina do złej gry), ale jego opiekunowie pomału zaczęli sobie zdawać sprawę, że tu sukcesu marketingowego nie będzie. Maszyna straciła inicjatywę, narobiła sobie słabości, w końcu została roztrzaskana w pogromowym stylu. Arcymistrz sprawił tym wielką frajdę widzom, którzy wszyscy kibicowali człowiekowi. W końcu to my, ludzie, pokazaliśmy maszynie, gdzie jej miejsce!

Niestety te czasy odeszły bezpowrotnie. Komputery poczyniły takie postępy, że w starciu z brutalną siłą obliczeniową mózg człowieka nie ma szans. Na pocieszenie został nam fakt, że komputer to przecież dzieło człowieka, a po drugie nie po to go wymyślano, żeby ogrywać w szachy. Samochód, niczym biegacze, też się przemieszcza, ale jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby się z nim ścigać.

Konrad Szcześniak