Wesołe szachy


Dwóch znanych arcymistrzów ubiegłego stulecia - mistrz świata Lasker i am. Maroczy startowało razem w międzynarodowym turnieju. Ponieważ jeden z dni był wolny, a jak wiadomo szachiści bez szachów nie przeżyją, rozegrali między sobą partię, jakiej historia nie znała.

Obu zaproszono na wieczór do pewnego bogatego mecenasa sztuki. Przed podaniem kolacji gospodarz zaproponował im rozegranie towarzyskiej partii, o co prosili wszyscy zaproszeni goście. Lasker i Maroczy zgodzili się. Gospodarz wprowadził wówczas wszystkich do swej obszernej biblioteki, gdzie wszystko było już przygotowane - pokaźnych rozmiarów szachownica oraz odpowiedniej wielkości figury. Tyle że rolę figur pełniły buteleczki i butelki o kształcie szachowych bierek, napełnione najróżniejszego rodzaju trunkami.

Dla przykładu pionek napełniony był likierem, natomiast hetman, mający odpowiednią do swej siły wielkość półlitrowej butli, zawierał taką właśnie dozę koniaku.

- Aby gra była ciekawsza - rzekł uprzejmy gospodarz - ustalam dla zwycięzcy nagrodę w wysokości 1000 dolarów. Pozwolę sobie jednak zaproponować następujący dodatkowy warunek: zabijający jakąkolwiek bierkę przeciwnika, zobowiązany jest do wypicia jej zawartości.

Warunki zostały przez arcymistrzów przyjęte i rozpoczęła się partia. Białymi grał Lasker. Zaczął tak:

1. e4 e5 2. Hh5!?
Posunięcie to już wówczas uznane było przez wszystkie podręczniki teorii za słabe. Maroczy bez zastanowienia odpowiedział zgodnie z wymogami teorii...

2...Sc6.
Na to właśnie czekał Lasker. Bez wahania zagrał...

3. H:f7!!
i zmusił czarne do zabicia własnego hetmana.

Dalszy ciąg partii nie był już wcale ciekawy. Zakończyła się ona, jak nietrudno przewidzieć, wygraną... Laskera. Nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego...