Najtrudniejsze słowo w szachach

"Poddaję się" - najtrudniejsze do wypowiedzenia słowo. Gracze wiedzą, jak boli, a kibicom nie radzę się przekonywać. Nie każdy potrafi wyartykułować je godnie. Dlaczego? Gdyż przeciwnik, który jeszcze przed chwilą był kolegą, przyjacielem lub zupełnie obojętnym, nieznanym człowiekiem, w czasie gry zdążył się zmienić w upiorne, złośliwe monstrum, które mimo naszych heroicznych wysiłków i wspaniałej, arcymistrzowskiej walki wydarło nam zwycięstwo, tak przecież potrzebne i upragnione. Do tego zszargało nerwy i podniosło ciśnienie. Taki pacer, fuksiarz i fuszer (że wymienię tylko epitety wagi muszej).

Można poddać się z twarzą zawodowego pokerzysty, bez zdradzania najmniejszych oznak emocji - jak Rubinstein, a nawet z okazywaniem życzliwości przeciwnikowi - jak robił to Euwe. Janowski też zachowywał się w tym momencie skromnie, ale jego mina informowała, że przeciwnik jest największym fuszerem, jakiego znała historia, i któremu należałoby dawać fory.

Można się poddać w stylu Capablanki - wtedy należy przybrać postawę milionera rzucającego jałmużnę żebrakowi. Z kolei Spielmann, gdy przychodziło mu się poddać, nie mówił ani słowa, a już w żadnym wypadku nie zdobywał się na sakramentalne "poddaję".

Metoda Grünfelda polegała na zatrzymaniu zegara i odejściu od stolika bez zwracania uwagi na przeciwnika. Była to modyfikacja metody Bardelebena, który zrejterował z sali turniejowej.

Podczas turnieju w Kecskemet Müller odkrył nowy sposób poddawania partii, wprawdzie nieratujący przed stratą punktu, ale pozwalający na zachowanie godności (?). Otóż gdy jego partia została odłożona i w dniu dogrywki kierownik turnieju otworzył kopertę, zamiast zapisanego posunięcia widniało tam: "Poddaję się - Müller". Najoryginalniejszy był jednak Nimzowitsch. Nawet jeśli na sali turniejowej panowała grobowa cisza, potrafił wstać, rycząc: "Jak mogłem przegrać z takim idiotą!".

Na jednym z polskich turniejów widziałem identyczną jak ostatnia formę poddania się, tylko że osobnik krzyczący ów tekst dostał w trąbę i więcej się tak nie poddawał. No ale to nie był Nimzowitsch.