Turniej

W hinduskim miesięczniku „Chess Mate” ukazało się sprawozdanie z wydarzeń, jakie miały miejsce podczas finału B szachowych mistrzostw Indii. Prawie zawsze w tych rozgrywkach zdarzał się przynajmniej jeden incydent, ale to, co odbyło się tym razem w Tenali, przechodzi najśmielsze wyobrażenia.

Na 8 czerwca wyznaczono XIV, przedostatnią rundę, 9 czerwca miał być dniem wolnym, podczas którego przewidziano dogrywki przed ostatnią rundą i wycieczkę do Amaravathi. Wieczorem przewidziane były pokazy taneczne dla uczestników i bankiet przygotowany przez lokalnych sponsorów. Plan był wspaniały, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Minister oświaty rejonu Andhra był zaproszony do złożenia wizyty na turnieju. Okazało się, że jedynym swobodnym dniem, jakim dysponował, był 9 czerwca. Wtedy organizatorzy postanowili uczynić dniem wolnym 8 czerwca, a XIV rundę rozegrać 9 czerwca. W ten sposób pojawił się dzień wolny przed przedostatnią rundą, a zabrakło go przed ostatnią, kiedy jest niezbędny na dogrywki. Zawodnicy jednak nie protestowali i to właśnie było błędem.

Zgodnie z dokonaną zmianą programu, uczestnicy udali się 8 czerwca (piątek) do muzeum w Amaravathi – (120 km!), gdzie okazało się, że jest to jedyny dzień w tygodniu, kiedy muzeum jest zamknięte, a więc podróż okazała się zbyteczna. Jednocześnie zapomniano przesunąć tańce i bankiet z 9 na 8 czerwca i nikt nie pomyślał, co to może spowodować.

Występy artystyczne zostały opóźnione o 2 godziny, niemniej jednak, gdy przedostatnia runda była już w toku, wielki tłum rodzin z małymi dziećmi zaczął przybywać do sali turniejowej (zamienionej na teatr). Automatycznie stała się ona najbardziej hałaśliwym miejscem w mieście. Najgorsze było jednak to, że goście przybywający na występy zaczęli wykradać krzesła graczom, którzy chwilowo opuścili miejsce, by spojrzeć na inne pozycje lub skorzystać z toalety.

W kulminacyjnym punkcie wydarzeń przybył na salę minister oświaty i rozpoczął 10-minutowe przemówienie do zebranych, nie zdając sobie nawet sprawy, że próbujących się skupić szachistów doprowadza do białej gorączki.

Uczestnicy byli tak zdegustowani sposobem przeprowadzenia przedostatniej rundy, że zbojkotowali uroczysty bankiet. Później dyrektor turnieju wyjaśniał, że proponował przeniesienie partii do sąsiedniej sali, tylko nie wspomniał, że zrobił to podczas niedoczasów! Konflikt między zawodnikami a organizatorami osiągnął takie rozmiary, że żaden z graczy nie zdziwił się, gdy przed ostatnią runda nie pojawił się przed hotelem autokar, by zawieźć ich na salę turniejową. Zawodnicy poszli piechotą, zakładając że był to rewanż ze strony organizatorów.

Jakby tego było jeszcze mało, w pokojach graczy zaczął grasować złodziej. Sprawa skończyła się jednak samoistnie, gdy wkradł się do pokoju Imoha Singha - szachisty, ale i mistrza karate. Oprych powitał przyjazd policji z wielką ulgą.

Czy teraz ktokolwiek może jeszcze narzekać na organizację polskich turniejów?