Nysko-prudnickie Zarzewie – Hetman Szopienice-Katowice

Po pierwszym meczu, przegranym 2,3:3,5, sytuacja kształtuje się następująco. Musimy teraz wygrać 4:2 lub wyżej. Przy wyniku 3,5:2,5 dla nysko-prudnickiego Zarzewia jest remis 6:6, wówczas decyduje wynik na najwyższej szachownicy. Każdy gorszy rezultat automatycznie zatrzaskuje drzwi do II ligi.

W drugim meczu następuje jedna zmiana w składzie. Zastępuję Kazimierza Olszyńskiego na V szachownicy.

Rozpoczynamy jak zwykle po powitaniach i tych wszystkich ceremoniach uświetniających, które każdy rwący się do gry szachista chciałby już mieć za sobą. Tradycyjnie po debiucie idę na zwiad. Pozycja Z. Błaszczuka nie wróży niczego dobrego, inni natomiast trzymają się dzielnie. J. Siekaniec i R. Tustanowski mają lepsze pozycje, ja w pojedynku z mistrzem FIDE T. Chachajem idę na wariant, który memu przeciwnikowi daje długą inicjatywę, ale który dobrze znam.

Dwie kawy później pozycja naszej pierwszej szachownicy staje się krytyczna. Zygmunt nie daje rady mistrzowi Masternakowi i wyciąga rękę. Jest 0:1. Chwilę później, i to już duże zaskoczenie in minus, nieoczekiwanie kapituluje Tustanowski. Niezły początek – możemy przegrać tylko dwie partie i przegrywamy je od razu. Pozostały cztery i wszystkie musimy wygrać. Teraz już nawet 3,5:2,5 nie ratuje ze względu na wynik na pierwszej szachownicy.

Z drugiej strony sytuacja zrobiła się jasna i klarowna. Nie muszę oceniać szans na innych deskach, by wiedzieć, czy przyjąć remis, gdy przeciwnik zaproponuje. Mam po prostu wygrać. Pochłonięty przez pozycję nie wiem, co się wokół dzieje. A wokół poruszenie. Nasza juniorka Asia Bobowska znajduje wygrywającą kontynuację i ma przewagę materialną. Pięknie ją realizuje i wygrywa! Prawie równocześnie kończy się partia J. Siekańca. Janek po raz drugi ogrywa mistrza! Wielkie brawa. Mój przeciwnik w ataku twierdzy króla łamie sobie zęby i przechodzi do obrony. Mam pionka więcej i zaczynam go realizować. Obok D. Ludwikowski musi przełamać oponenta w równej pozycji. Obydwaj mamy świadomość, że remis w którejkolwiek partii oznacza porażkę drużyny.

Nikt przed meczem nie postawiłby złamanego szeląga na dwa zwycięstwa J. Siekańca z mistrzem międzynarodowym!

Zbliżają się niedoczasy, a wraz z nimi nerwówka. Moja wieżówka wymaga jedynie kilku precyzyjnych posunięć, ale pozycja „Ludwika” cuchnie remisem. Chwilę później mój przeciwnik się poddaje i toczy się już tylko jeden bój – partia o wszystko, w której Darek ma remis w kieszeni, niestety remis, którego nie może wziąć.

Na zegarze jego przeciwnika zostają już tylko sekundy. D. Ludwikowski zaczyna grać na czas, a co wrażliwsi wychodzą z sali, by nie patrzeć. I nagle do akcji wkracza sędzia Ginter Faber z Kędzierzyna (z naszego województwa!), ogłaszając remis! Nietrudno się domyślić, że wywołuje to burzę naszych protestów. Po co w ogóle zegary, po co odpowiednie gospodarowanie czasem, gdy sędzia sam, z własnej inicjatywy wkracza i ogłasza wynik?

Nie podpisujemy protokołu, ale w końcu, jako dżentelmeni i gościnni gospodarze, nie chcąc afery na skalę kraju, przyjmujemy decyzję sędziego do wiadomości. Pozostaje niesmak, że taki mecz nie rozstrzygnął się przy szachownicy.

Przy remisie 6:6 lepszym wynikiem na pierwszej szachownicy awansował Hetman Katowice-Szopienice. Nam na pocieszenie pozostało jedynie kilka mistrzowskich skalpów i fakt, że niewiele brakło, by prudnicka przekąska katowickiego smoka stanęła mu w gardle.

Konrad Szcześniak