Krnąbrne dziadki

Niektórzy wielcy szachiści, nawet mistrzowie świata, mieli zwyczaj podpatrywania partii słabszych graczy, nawet fuszerów. Czasami potrafili w grze amatorów dostrzec jakąś nietuzinkową ideę lub niekonwencjonalne zagranie, którym potem zaskakiwali wielkich rywali. Tak też zrobił jeden z moich kolegów i w celu wytropienia nowinki, którą nazwie swoim nazwiskiem, udał się na nyski plac Paderewskiego – do ówczesnej mekki szachów ławkowych.

Intuicja go nie zawiodła – na ławce wojnę figurami toczyło dwóch dziadków, a kilku kolejnych szachoholików, jak ławka długa i szeroka, podniecało się ich zagraniami. Godziny mijały, a on obserwował partię za partią. Jedna nudniejsza od drugiej. Kupa błędów z przewagą kupy. Znużony i zdenerwowany straconym czasem sam zgłosił akces i zasiadł do gry z tamtejszym mistrzem, czyli najmniej fuszerowym dziadkiem. Jako gość dostał białe.

Postanowił wieść z oponentem merytoryczny spór w meandrach partii wiedeńskiej. Niestety nie przewidział, że przeciwnikowi teoria urwie się już po 2 ruchach. Po takim właśnie ciągu posunięciowym dziadek zagrał nowinkę - błyskotliwe 3...Sa5.

1. e4 e5 2. Sc3 Sc6 3. Gc4 Sa5?

Niespotykany plan wymiany skoczka na gońca ze stratą ruchu nie był jednak przebłyskiem geniuszu, a zwykłą fuszerką. Nastąpiło

4. Gf7 Kf7 5. Hh5 Ke6 i król udał się w drogę do centrum. Ostatnią drogę...

6. Hf5 Kd6 7. d4! Sc6 8. de Kc5 9. Ge3 Kb4 10. a3 Ka5 11. e6 d5 12. ed Sce7 13. b4 Ka6 14. Hd3 b5 15. Hb5 mat.

Urok dziadków polega na tym, że nawet w beznadziejnej pozycji grają do mata. Mój kolega jakoś nie pozostał pod wrażeniem tego uroku i zniechęcony poszedł do domu, obiecując sobie w duchu, że więcej już tam nie pójdzie. Nałóg jednak zwyciężył i już następnego dnia zaczaił się za plecami gawiedzi, obserwując. Tym razem dziadki upychały gazetę, bo zimno ciągnęło po krzyżach, i rozgrywały taką pozycję:

- Poddaj się, mam figurę więcej – mówił „czarny”.
- Oczywiście! Kompletna wygrana czarnych, przecież figura to figura – wtórowali kibice.

Kolega zrobił taaaakie oczy. Przecież po odejściu królem na e8 lub f8 ginie hetman, po 8...Kg6 białe grają 9. Gd3 Kh6 10. Sf7 mat, a po 8...Kg8 zginie pionek e6, za chwilę c7 i wieża a8. Nawet tego ci fuszerzy nie widzą? Przecież to kompletna wygrana białych!

Nie wytrzymał, zasiadł do szachownicy i obwieścił, że im pokaże, gdzie mogą sobie wsadzić te swoje analizy. Nastąpiło 8...Kg8. Kolega od ręki zabił 9. Se6. Dziadki odeszły hetmanem na e8. Kolega konsekwentnie zabił 10. Sc7 i nagle, jak grom z jasnego nieba nastąpiło 10...Gb4 mat! Dziadki wybuchły jadowitym śmiechem. Co prawda więcej w nim było kaszlu i odcharkiwania, ale robiły co mogły, by kolegę maksymalnie upokorzyć.

Ten niepyszny wrócił do domu, nie pojmując, skąd u kompletnego fuszera takie zagranie. Gdy go spotkałem, mamrotał coś o klęsce. Pokazał ustawienie i wtedy go dobiłem.

- Przecież to pozycja z wczorajszego kącika szachowego naszej gazety! Oni wcale nie grali, oni zastawili na ciebie pułapkę!

Załamał się całkowicie. W sumie to się dziadkowi nie dziwię. 70 lat na ławce ugruntowuje swą pozycję mistrza placowego, a tu mu jakiś 40-letni młokos chciał podskoczyć. Niech sobie zajmie swoją ławkę i zostaje jej mistrzem. Od naszej wara!

Konrad Szcześniak