Abyś cudze dzieci uczył!

Kto nie uczył dzieci w szkole, nie zrozumie, jaki to kawałek chleba. To ciągły bój z przeważającymi siłami wroga. Przeważającymi piętnasto-, dwudziestokrotnie, a jak wiadomo nec Hercules contra plures!

Te małe harpie to wróg zjednoczony i bezwzględny, uzbrojony w zestaw magicznych formuł z Konwencji o prawach dziecka, praw ucznia, Powszechnej deklaracji praw człowieka i Bóg wie jeszcze jakich, na którego idziemy zasłaniając się jedynie tekturową szachownicą. Kiedyś można było jeszcze zapoznawać z linijką, stawiać do kąta lub sadzać na groch, ale i te pomoce dydaktyczne zostały nauczycielom wytrącone w imię bezstresowego wychowania.

Czasem jednak błyska światełko w tunelu - wyrasta na grzęzawisku piękna lilija. To podopieczny wygrywa turniej. Odkładam wtedy na bok ochronną szachownicę, choć to nierozważne, i idę gratulować. W takich chwilach przychodzą do głowy irracjonalne myśli, że może to syzyfowe nauczanie ma jednak jakiś sens? Że dla tego jednego samorodka warto odcedzać, odcedzać, odcedzać...

Zresztą samo odcedzanie bywa zabawne. Jako poważny wykładowca mam na podorędziu kilka sposobów, zachęcania do szachów. Np. pozwalam im z sobą wygrywać. Lubię patrzeć, jak się cieszą. Triumfują, machając rękami, skaczą i pokazują końcową pozycję kolegom. Po zajęciach mamy, odbierając pociechy, zawsze je pytają, jak było. Słyszę potem zza drzwi taką relację: Dobry pan, tylko grać w szachy nie potrafi!

Młodzi uczniowie mają wyłącznie problemy duże oraz... bardzo duże. Przykład pierwszy z brzegu: "Proszę pana! Proszę pana! A Wojtek mi napierdział do oka!". I co ja, Salomon, by coś tu poradzić?

Czasem dumne mamusie przyprowadzają synka, który "Już dobrze umie grać w szachy". Testuję go i się okazuje, że za nic w świecie nie chce robić roszady. Czemu? Bo pani w przedszkolu uczyła, by nie robić roszady, gdyż... można się pomylić! Albo że "Prawą wieżą robimy roszadę z królem, a lewą z hetmanem"!

Podczas zajęć przychodzi mały brzdąc i bardzo poważnie pyta, czy pozdrowię jego tatę. Nie mam nic przeciwko jego tacie, ale czemu mam pozdrawiać kogoś, kogo nie znam?
- A kim jest twój tato?
- Pan go nie zna, ale to tak ładnie pozdrawiać.

Nie chcę się chwalić, ale działam również na płeć piękną. Ostatnio podeszła do mnie dziewczynka i oświadczyła (się?): "Ja się w panowi zakochałam". I co, czy 40 lat różnicy wieku może być jakąś przeszkodą dla prawdziwej miłości? A Andrzej Łapicki i Kamila Mścichowska? Hę?

Konrad Szcześniak