Nie ma to tamto!

Sukces na Międzynarodowym Festiwalu Szachowym w Polanicy ma swoją wagę. Tu gra się bardzo ciężko, bo konkurencja ogromna. Wielu boi się tego występu. Ale gdy się jedzie porządnie przygotowanym, boją się tylko przeciwnicy.
Ryszard Bochenek pojechał grać w grupie do lat 14, choć sam ma dopiero 9. Odważne posunięcie, którego nikt mu nie sugerował. Zagrał solidnie. Nie jakieś fiu-bździu na załapaczki, tylko każdorazowe budowanie planu strategicznego i jego konsekwentne realizowanie. Efekt? Doskonałe 6. miejsce na 56 startujących! Zdobył 6,5 punktu z 9 partii, a zwycięzca, Szymon Soćko z Polonii Warszawa, jedynie o pół punktu więcej.

Do tej pory Rysiek tylko wyglądał jak zawodowiec. Teraz już jak zawodowiec gra.

Taki występ Ryśka mocno zmienił. Młody szachista spoważniał, wydoroślał. Gdy pędzi po polanickim deptaku, to już tylko krzyczy, a nie macha rękami. A mieczem świetlnym lorda Vadera, jaki sobie kupił za występ, zabija tylko złych, a nie wszystkich dookoła. No chyba że się zapomni.
Najważniejsze, że nie traci dystansu do najlepszych juniorów w Polsce, a nawet go zmniejsza. Będzie namacalnym dowodem na to, że w małych ośrodkach szachowych, bez sztabu trenerskiego i bazy finansowej, może wyrosnąć mistrz.