Brawo Mati!

Mateusz Rząsa zagrał wspaniale na X Kongresie dr. Jana Zukertorta we Wrocławiu. Dokonał rzeczy niebywałej, bo wśród 50 graczy o kategoriach w większości wyższych od swojej zajął drugie miejsce! Jak to zrobił? Najtęższe umysły nie wiedzą. Wśród najlepszych graczy Dolnego Śląska nazbierał 5 p. z 6 rund, przegrywając jedynie w ostatniej rundzie ze zwycięzcą J. Demskim z Polonii Wrocław (5,5 p.).
Mateusz to szachista nieobliczalny. Znaczy nic nie oblicza, a wygrywa. No bo kiedy by zdążył cokolwiek obliczyć, skoro zaczyna partię, mając 30 minut, w jej trakcie zwykle zapomina przełączyć zegar, a kończy, mając 45!
To jego błyskawiczne granie doprowadza mnie do szału. Ma tylko 2 biegi - ekspres i superekspres. Obdarzony szybką rąsią pędzi jak Kubica, a wszystkie próby spowolnienia są z góry skazane na niepowodzenie. Ale wygrywa. I co mam mu powiedzieć, gdy biegnie do mnie z rozanieloną miną po zwycięstwie? Ciężki jest żywot trenera.

Mateusz "Superekspres" Rząsa - szósta główka od prawej

Ponieważ turniej ten to poważny Kongres J. Zukertorta, nagrody stanowiły... torty. Co by to było, gdyby patron imprezy nazywał się, powiedzmy, Sucharski, albo, co gorsza, Kałużyński?